czwartek, 12 września 2013

Kiss Land.

Ten blog z założenia miał być o wszystkim i o niczym, z naciskiem na fotografię, ale że w tym temacie jeszcze nic nowego nie mam, to będzie coś zupełnie innego.

A będzie paplanina o moim ulubionym The Weeknd, konkretniej kilka słów o Kiss Land.

Co niektórzy wiedzą, że od jakichś dwóch lat praktycznie wszystko co tworzy Abel wywołuje u mnie same pozytywne emocje, a jak w końcu dorwałam Kiss Land byłam zachwycona (w końcu album studyjny a dotychczasowe mixtapy/ep'ki to różnica).
I nie, nie skakałam z radości pod sufit, ale nagle wszystkie zmartwienia dziwnie odstawiłam na bok i skupiłam się na przesłuchiwaniu płyty, co tylko podtrzymywało mój dobry nastrój.
A z tym u mnie ostatnio ciężko, wrzesień zdecydowanie nie jest dobrym miesiącem dla studentów :)

Przy pierwszym przesłuchaniu tej płyty leżałam i gapiłam się tępo w sufit, muzyka leciała a ja jak w transie (i jestem prawie pewna, że miałam dziwny uśmiech na twarzy).
To było takie fajne, lekkie uczucie totalnego oderwania od rzeczywistości, jakbym była zupełnie gdzie indziej, gdzie nic poza pięknymi dźwiękami do mnie nie dociera... Się rozmarzyłam, ale dawno żaden album nie wywołał we mnie takich reakcji, a przesłuchuje naprawdę dużo różnych albumów.

Zaczęłam to pisać z myślą przewodnią 'ten album jest tak dobry, że muszę się tym faktem podzielić z innymi', więc jak ktoś jeszcze się na talencie Abela nie poznał, to zapraszam niżej :)

niżej moja skrócona paplanina na temat samej płyty, posłuchaj w międzyczasie: 

11 utworów i remix - po kilku dniach słuchania płyty na zapętleniu nie ma tam numeru, którego nie lubię.
Są za to dwie perełki, które po prostu mnie miażdżą - Odd Look (ft. Kavinsky) i Wanderlust (oryginał wygrywa z remixem, przykro mi Pharrell ).
Lubię dziwne klimaty w muzyce, a jak pisałam wyżej, słuchałam tego albumu pierwszy raz późno w nocy, kiedy jak wiadomo wszystko trochę inaczej się odbiera, sama muzyka jest dość ponura ale i wciągająca, lekko psychodeliczna - chce się jej słuchać i słuchać.
Testy jakie ma Abel to już trzeba się samemu przekonać i po swojemu zinterpretować, ale wyrywkowe zdania potrafią mocno wbić się w pamięć. Z resztą Kiss Land opisuje zmianę sposobu życia po tym jak zyskał rozgłos, są to świetnie opowiedziane kulisy tego procesu z tej niekoniecznie wesołej i radosnej strony, więc są tam wyśpiewane zarówno wady, jak i zalety (podejrzewam po tekstach, że ilość dziewczyn przewijających się przez łóżko/pokoje vip/nie wnikam, jest dość wysoka). Można odnieść wrażenie, że sex i ciągłe imprezy mogą stać się szarą monotonną rzeczywistością, cóż... takie jest zdanie Abela.
Jak to mówią, każdy medal ma dwie strony a i wszystko potrafi się znudzić - uwaga będzie cytat, który bardzo mi się spodobał, bo dość dobrze podsumowuje to co napisałam - "Kiss Land is a rough place to visit. But then again, when it comes to sex and loneliness, we've all been there".

A co do samej płyty - Abel osiągnął to o czym wspominał w wywiadach, klimat niektórych utworów faktycznie jak z horroru, ale te dźwięki i krzyki w tle dodają czegoś specyficznego, co mi osobiście bardzo się podoba.
Płyta rozpoczyna się słowami 'It's ideal ' i jest to w sumie całe moje (zwięzłe^^) zdanie na jej temat a polecam wyrobienie sobie własnego :)



piątek, 6 września 2013

codzienność.

Kilka zwykłych ujęć. 
Pstryknięte wczoraj wieczorem.
Ci co dłużej obserwują moje prace wiedzą jak bardzo lubię lekko rozmyte zdjęcia, a robiąc wczoraj wszystko na manualu udało mi się uzyskać kilka bardzo 'miękkich' kadrów :)










czwartek, 5 września 2013

Karolina Hennig

Jakieś dwa lata temu, jak Nikona używałam praktycznie tylko do zabawy, miałam okazję pracować z Karoliną i do tej pory miło to wspominam. 
A tu wrzucam kilka kadrów, do których mam dziwny sentyment :)



I moje ulubione zdjęcie: